poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Gruzińska restauracja Tbilisi

Niedziela, pora obiadowa a pomysłu na obiad jakoś brak. Pada propozycja, żeby zjeść dziś na mieście. Czemu nie? Przebieramy, wybieramy, wybór pada na gruzińską knajpkę Tbilisi. Jest niedaleko, od dawna jesteśmy jej ciekawi, no i Gruzja to nasz tegoroczny kierunek wakacyjny, więc przy okazji chcemy trochę wczuć się w klimat i zapoznać z gruzińskimi specjałami.

Sprawdzamy w Internecie, czy w niedzielę jest otwarta. Zapraszają codziennie oprócz poniedziałków. W niedzielę do 20, jest dopiero 16, więc mamy jeszcze dużo czasu. Jednocześnie na stronie podane jest menu od poniedziałku do soboty z pominięciem niedzieli. Mocno już głodni wędrujemy na obiad a tam drzwi zamknięte na głucho, światło zgaszone i żadnej informacji, dlaczego lokal jest zamknięty. Popodglądaliśmy trochę przez szybę wystrój, obejrzeliśmy witrynę i tym razem musieliśmy obejść się smakiem.

Niezrażeni jednak do Tbilisi, podjęliśmy kolejną próbę w ostatnią sobotę. Poszło nam nieco lepiej. Lokal był otwarty, zajęte było ok. sześciu stolików. Usiedliśmy, ale na kartę dań musieliśmy trochę poczekać, ponieważ  wszystkie były zajęte. Prawie natychmiast, jak przynieśliśmy sobie menu, przyszła pani kelnerka, by przyjąć od nas zamówienie. Próbowałam zamówić na przystawkę marynowany czosnek, akurat nie było, ale pytałam, czy on jest w occie czy w oliwie, pani kompletnie nie wiedziała, podobno za każdym razem robiony jest inaczej...


Chciałam się dowiedzieć o dania z kurczakiem, polecono mi Przysmak Szefowej, czyli grillowany filet z kurczaka, przyprawiony granatem, berberysem i gruzińskimi przyprawami. Dopytywałam o ser pleśniowy, który widniał w karcie jako składnik tego dania (a ja go bardzo nie lubię), ale dowiedziałam się, że żadnego sera tam nie ma. Potrawa wyglądała jak szaszłyk, była garstka ryżu, kilka plasterków pomidora i bardzo słona marchewka. Ryż niestety był twardawy, momentami chrupał w zębach, pysznie smakował za to kurczak. Całe danie było bardzo pikantne, nie jestem przyzwyczajona do takich smaków, więc myślałam, że wypali mi zarówno język, jak i przełyk. Rozgrzewa niesamowicie, a pragnienie jest takie, że cały kieliszek wina najchętniej wypiłabym na raz, żeby je ugasić.

Mój współbiesiadnik wybrał Kaurmę, czyli szynkę wieprzową duszoną w pomidorach z ziemniakami lub ryżem, dziś był tylko ryż. Mięso z warzywami było podane na małej glinianej patelni i aż skwierczało, ryż był na oddzielnym talerzu. Było smaczne, ale porcja jak dla dziecka. Oboje wyszliśmy z restauracji lekko głodni i zastanawialiśmy się, co zjemy na drugi obiad w domu.


Teraz jeszcze chwila o karcie dań. Jej wygląd i forma były dla mnie dużym zaskoczeniem. Jedno danie na jednej stronie włożonej w błyszczącą koszulkę. Pod spodem spore zdjęcie, ale tak ciemne i niewyraźne, że kompletnie nie wiedzieliśmy co się na nim znajduje. Moje beznadziejne zdjęcia zrobione telefonem komórkowym, które są dość słabej jakości i tak wyglądają o niebo lepiej od tamtych. W menu były tylko dania główne, nigdzie nie znaleźliśmy karty napojów czy win. No i pojawiły się tam błędy np. w menu w różnych daniach były wyszczególnione składniki, których faktycznie w potrawie nie było, a znajdowały się inne.

Nieprędko wrócimy do tej restauracji, jeżeli w ogóle, ponieważ nie zachwyciła nas. Ceny nie były wygórowane, oba dania w granicach 20 zł i lampka wina 10 zł. Niestety nie wiemy, jaki wino piliśmy, ponieważ pani zaproponowała nam czerwone i takie też przyniosła w kieliszkach, nie mówiąc, co to jest. Porcje były zdecydowanie za małe i niezbyt atrakcyjnie podane, ale całkiem smaczne.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Zaglądają do mnie

kuchenny pomocnik

Translate