piątek, 19 kwietnia 2013

Warsztaty sushi dla blogerów

W zeszłym tygodniu miałam przyjemność uczestniczenia w warsztatach sushi dla blogerów. Zaprosił nas na nie  Sushi Club by Sensi. Restauracja ta mieści się na warszawskim Muranowie, na ulicy Stawki 3. Jest urządzona w stylu groty solnej. Nasze warsztaty odbyły się w sali klubowej w kameralnym 10-osobowym gronie. Co ciekawe, prawie połowę stanowili panowie. Całe spotkanie i warsztaty poprowadził dla nas sushi master, Artur Traczyk. Warsztaty były moim zdaniem dla osób początkujących, czyli dla mnie, ponieważ ja nigdy wcześniej nie robiłam sushi i niezbyt często je jadłam. Cały proces okazał się niezwykle prosty a sushi bardzo mi posmakowało.


Na początku nasz sushi master opowiedział nam, na co należy zwrócić uwagę wybierając rybę, która ma wylądować w naszym sushi. Po pierwsze przyglądamy się oczom, powinny być czyste i przejrzyste. Skóra powinna być sprężysta i po naciśnięciu palcem i puszczeniu, wracać na swoje miejsce. Gdy zostaje wgłębienie to znaczy, że rybka już jakiś czas leży w sklepie. Skrzela powinny być krwiste, szare omijamy z daleka. Na końcu zwracamy uwagę na zapach, a tak naprawdę na jego brak. Gdy ryba pachnie inaczej niż mułem (np. karp) to zostawiamy ją w spokoju.
Wszystkie ryby, które podawane są w restauracji, są mrożone na przynajmniej 1 dobę, aby zabić różne bakterie i następnie rozmrażane w lodówce. Nie wolno tego procesu przyspieszać, ani poprzez polewanie wodą, rozmrażanie przy gorącym garnku, czy też po prostu rozmrażając na kuchennym blacie. Wszelkie tego typu praktyki mogą przyczynić się do zatrucia rybą.


Kolejną ważną rzeczą w przygotowywaniu sushi jest odpowiedni dobór ryżu i jego gotowanie. Wybieramy japoński ryż i specjalne gatunki dedykowane do sushi. Ryż najlepiej jest gotować w żeliwnym garnku z grubym dnem (są też specjalne garnki do sushi). Przed gotowaniem, ryż kilkukrotnie płuczemy w wodzie, ważne jest, aby wypłukać z niego skrobię. Proces płukania kończymy dopiero wtedy, gdy woda będzie całkowicie przejrzysta.
Ryż gotujemy w proporcji 1:1 pod przykryciem i na średnim płomieniu. Po 20 minutach zakręcamy gaz,  lekko uchylamy przykrywkę i zostawiamy na kolejne 15-20 minut. Można także metodą naszych babć, zawinąć garnek w koc.
Na samym końcu przygotowujemy zalewę do ryżu. Mieszamy ocet ryżowy z niewielką ilością soli i cukru. W Japonii do zalewy używa się jedynie octu ryżowego.


Kolejnym elementem, bez którego sushi nie istnieje są wodorosty - nori. Tu zwracamy uwagę na ich powierzchnię. Z jednej strony są gładkie a z drugiej chropowate. I właśnie na tę chropowatą stronę, układamy ryż. Jest on mocno kleisty i przykleja się do dłoni, więc należy go nakładać zmoczonymi w zimnej wodzie rękoma.

I tu się właśnie zaczęła cała zabawa. Na stole przed nami leżały pięknie przygotowane i gotowe do użycia: łosoś norweski, krewetki, paluszki krabowe, marynowana rzepa i tykwa, pokrojone w słupki ogórki, papryka, sałata itd. Do smarowania mieliśmy majonez, serek philadelphia i wasabi. No i oczywiście cały stos ryżu japońskiego. 


Na warsztatach przygotowaliśmy futomaki, california maki, nigiri i temaki. Muszę przyznać, że miałam ogromny problem ze zjedzeniem nigiri, ponieważ jeszcze nigdy nie jadłam surowej ryby, jakoś nie mogłam się przełamać. Tutaj też walczyłam kilka długich chwil ze sobą, ale w końcu wzięłam pierwszy kęs i okazało się, że to wcale nie jest takie straszne jak mi się wydaje :) W ogóle bardzo mi się podobało to, że sami decydowaliśmy, co znajdzie się w naszych rolkach, więc każdy robił taką wersję, jaka najbardziej mu odpowiadała.


Nasze wytwory od razu na miejscu degustowaliśmy. Ja już po pierwszej rolce byłam mocno najedzona, więc następne rodzaje sushi kosztowałam już o wiele oszczędniej. Miłą niespodzianką było to, że to, czego nie zjedliśmy na miejscu, mogliśmy zapakować i zabrać ze sobą do domu. Tym o to sposobem mogłam się pochwalić chłopakowi, jakie cuda zrobiłam na warsztatach.
Spotkanie, które trwało prawie 2,5 godziny zleciało bardzo szybko i upłynęło w bardzo przyjemnej atmosferze i wreszcie przekonało mnie do jedzenia sushi :) Ach, zapomniałabym, na zakończenie każdy z nas otrzymał dyplom uczestnictwa w warsztatach, bardzo miła pamiątka.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Zaglądają do mnie

kuchenny pomocnik

Translate